Następnego dnia pierwszy rekonesans po urokach Flamengo, zmoczenie stóp w Atlantyku, a wieczorem wycieczka metrem do Downtown, gdzie przyjemność podpisywania płyt brazylijskim fanom progresywnej muzyki w sklepie muzycznym Scheherazade Discos.
Kolejny dzień i dni następne to piesze, metrem i autobusami miejskimi eskapady do bliższych i dalszych zakątków tego najpiękniejszego miasta świata Głowa Cukru, Corcovado i górujący nad Rio Chrystus Redentor, najsłynniejsza plaża świata Copacabana i mniej słynne, choć może i bardziej urokliwe Ipanema i Vermelha. I rzeczywiście, Rio wywiera na nas imponujące wrażenie przepięknie położone z licznymi zatokami, szerokimi plażami i skałami, które stromo strzelają w błękit nieba, niektóre z nich wprost z oceanicznych toni po części nagie, po części spowite zielonym kożuchem tropikalnych drzew i krzewów. Na bardziej stromych zboczach Rio pagórów favelas osławione dzielnice nędzy, przemocy, narkobiznesów do których nawet policja nie zagląda, bo i po co? To zamknięty świat rządzący się własnymi prawami.
I tak leniwie dzień po dniu: późne wstawanie, odkrywanie tajemnic miasta i plażowanie, walki z falami na Copacabanie, mleko z kokosa i piwko na pragnienia gaszenie, Kaipirini i Kasziasa na podkręcenie i tak już dobrych humorów. Cóż więcej trzeba? Toż to niemal raj... A jeszcze te słynne Brazylijki, kocio zgrabne, we wszystkich możliwych odcieniach skóry, w niezwykły sposób eksponujące obłe tyłeczki, zawsze czarująco uśmiechnięte (reszta w tym temacie ....będzie tajemnicą). Cóż więcej trzeba ano trzeba tu jeszcze zagrać...
Przyjeżdżając tutaj, byliśmy pełni obaw, czy nie wieziemy kostek lodu na Saharę. Brazylia przecież to ojczyzna samby, rumby, salsy i bosanovy, ale jednocześnie jeden z najważniejszych zespołów rockowych lat 90. Sepultura, pochodzący z Sao Paulo. To, co wydarzyło się w ciągu dwóch dni trwania festiwalu, zmieniło naszą europocentryczną optykę na geografię tzw. muzyki progresywnej, art rocka czy prościej po prostu muzyki rockowej. Poziom, pasja, oryginalność południowoamerykańskich grup może zachwycać i konkurować z najlepszymi naprawdę było czego posłuchać, kto chciał, ten miał i do woli mógł się nasycić art dźwiękami.
W końcu i przyszła na nas pora, jako tzw. gwiazdy pierwszego wieczoru festiwalu. Najbardziej przed koncertem był zaniepokojony Michał. Jego RP-10 efekt do skrzypiec pracuje na napięciu 220 V, a w Rio i części Brazylii mają napięcie 110 V. Wprawdzie Leonardo zadbał o konwerter, napięcie jednak skakało i aby uniknąć niespodzianek, Michał zdecydował się użyć zapasowego efektu... na baterie.
Nagłośnienie i światła znakomite, jedne z najlepszych, jakie zespół miał w swojej historii. I skoro tak, to tylko (aż!) trzeba zagrać dobry koncert, naprawdę bardzo dobry, bo słuchacz jest bardzo wyrobiony, uważny i skupiony, oczekujący po grupie z dalekiej Polski oryginalnych brzmień...
Ankh zagrał dobrze po północy, zresztą południowoamerykańska mańana (czytaj: obsuwa) nie irytuje nikogo, bo jest ona wpisana w tutejszą rzeczywistość. Trudno mi o tym koncercie pisać inaczej niż w superlatywach. Trudno, pomimo tego że załoga Ankh była zmęczona kolejnym upalnym dniem - słonko wszystkich nas spiekło na raka, ratowaliśmy się odpowiednimi kremami, ale późnym wieczorem i w nocy czuliśmy dotkliwy ból. Dało się jednak zagrać dobry koncert Piotr w partiach gitarowych pozmieniał aranżacje i brzmienia, Pulsokordofon zabrzmiał zupełnie inaczej, Michał w 21st Schizoid Man szalał po scenie w efektownej masce jaszczura, a finałowy Enosz, zaśpiewany przez Piotra po portugalsku, kompletnie zaskoczył i jednocześnie ucieszył publiczność Teatro de Galeria. Eksplozja oklasków, gwizdów zachwytu, owacja na stojąco! Musieli pojawić się i zagrać jeszcze dwukrotnie. Koncert zakończył się o 4:30 nad ranem. Las gratulacji i zwykłych podziękowań. Czuliśmy się szczęśliwi, a Piotr na pytania dziennikarzy, muzyków innych grup i zwykłych fanów progresywnego rocka odpowiadał:
- Jaką muzykę gramy? Art Rock? Progressive rock z elementami klasyki? A może nawet i muzyki folk
- Dudziarz ? Nie odpowiadał z przekąsem my gramy punk rocka! uśmiechając się przy tym szelmowsko...



Koncert z tych, które będziemy długo pamiętać i to nie tylko dlatego, że w Rio de Janeiro.
Długi, sprawiedliwy sen i kolejny dzień festiwalu, kolejne trzy grupy z Ameryki Południowej i Anekdoten ze Szwecji. Szczególnie ciekawi byliśmy tych ostatnich, jako, że wcześniej poznaliśmy sympatycznych Szwedów w Hotelu. I wtedy szczególnie przypadła nam do gustu wiolonczelistka, niebieskooka brunetka Soffie, którą przy pierwszym spotkaniu ochrzciliśmy Zosia i tak już zostało...
Zagrali znakomity koncert jaka muzyka? jeśli ktoś lubi King Crimson z płyty Red będzie ich brzmieniem zachwycony chwile subtelnie tkanej ciszy i potężny grzmot gitar z przesterowanym basem oraz mistrzowsko prowadzonej perkusji, wszystko spowite lekko onirycznym wokalem, gwałtowne początki utworów i urwane ich końce oto właśnie muzyka Anekdoten energia podszyta deszczem wrażliwości wystarczy tej wody aby odpłynąć w Karmazynowe Krainy. Nam się bardzo ich granie podobało, im nasze także może z tej miłości urodzą się jakieś wspólne koncerty? Czas pokaże...
Z tego co nastąpiło później i zdarzyło się jeszcze w Brazylii:
- bankiet w Niteroi, mieście satelickim Rio dla muzyków Rio Art Rock Festival 99;
- falstart samolotu z Rio do Rzymu, Piotr zobaczył na tablicy lotów liczbę 666 i wysnuł wcale nie diaboliczną teorię o naszej już przynależności do Brazylii, wkrótce potem ewakuowano nas do ***** Hotelu Gloria - dostaliśmy w prezencie od wuja Braza jeszcze jeden dzień w jego kraju i wcale nie żałowaliśmy ....
Toboły piękne dni...
Teraz tęsknimy to Brazylii, naszych przyjaciół (i przyjaciółek) zostawionych tam...
Text i zdjęcia: Marek Tomalik
Ankh "...bedzie tajemnica": This is a real discovery - a band from Poland that, like After Crying, has been putting out gem after gem since 1994!!! After being contacted by their manager and receiving a copy of their last album, I promptly arranged for them to play at this year's Rio ArtRock Festival. "...bedzie tajemnica" is an original work. Simply that. A NUCLEAR prog-torpedo shot by a quartet with no keyboards: only one violin, drums, bass and a singer/guitarist. Their music has elements of psych/punk rock (!), dark/gothic music and LOADS of prog/classical rock. Crimson all over as well. Hard to grip, huh? This one even includes a cover of 21st Century Schizoid Man!!! They were the main act of the first night of RARF '99 and I'm not lying when I say the band conquered the heart of the audience (which included the Anekdoten's musicians, who were completely astonished by Ankh's music!). In short (and this is no exageration of my part): together with Anglagard, Anekdoten, After Crying and Tempus Fugit, Ankh is the last (just-discovered) "best-band" for the 90's.
Leonardo Nahoum
ROCK SYMPHONY
Powrót do strony głównej