Powrót do strony głównej
|
DoGóryNogami Relacja nr 2 Izy Brylowskiej z wypadu w okolice Darwin (pazdziernik 2003) A kuku jestem w Darwin w prawdziwych tropikach! We wlosach mam cudownego bialego kwiatka, popijam leniwie mrozona herbate, a po plecach splywa wciaz struzka potu - jest 33C i 87% wilgotnosci powietrza! Podroz z Alice do Darwin to jednostajnie przesuwajaca sie czerwono brunatna ziemia z kepkami bushu wzdluz Stewart Highway (nazwanej na czesc szalonego Szkota, ktory po 6 probach przedarl sie przez bush z Adelaidy az do Darwin!). Zatrzymalismy sie jednak w wielu ciekawych miejscach! Miasteczko Tennant Creek znane jest nie tylko z tego ze wydobywa sie tam, ale przede wszystkim z tego, ze dobrze zarabiajacy gornicy duzo pija i przegrywaja cale fortuny grajac tzw.pokies, bingo i inne tego typu uzalezniajace gry. Szulerka na calego! Zreszta wiekszosc Australijczykow to nalogowi gracze - kasyno to jedna z bardziej ulubionych rozrywek. Nastepny przystanek Daly Waters - czyli najstarszy pub w Polnocnym Terytorium (1936). Mieszka tam na stale okolo 20 osob - cale miejsce to pub (bardzo charakterystyczny - wszedzie wisza biustonosze i majteczki w roznych kolorach i rozmiarach, co swiadczy o tym jak sie tu potrafia bawic!), pare zagrod i kilka budynkow mieszkalnych. A dookola nieskonczona przesterzen - nareszcie mozna odpoczac! Mialam duze szczescie bo wlasnie odbywalo sie jedno z najslawniejszych rodeo w Australii - wiec zjechalo sie troche cowboy'ow, koni i bykow. W ciagu dwoch dni z 20 osobowej osady zrobilo sie okolo 200 osobowe obozowisko z namiotami, zagrodami, ogniskami itd. W pierwszy dzien rodea zawodnicy konkurowali (na pkt) w zaganianiu byka na koniu, oczywiscie! Publicznosc jest dosyc szczera - jak im sie podoba to zaraz to glosno okazuja, jak sie niepodoba to, niestety tez (jeszcze glosniej!). Szczegolnie po poludniu jest dosyc glosno jak kazdy wypil swoja porcje piwa! Wszyscy wygladaja jak z westernu z Johnem Wayne - cowbojskie buty, dzinsy i - oczywiscie - kapelusze. I jest na co popatrzec , chlopcy sa wysocy , wysportowani , wysmagani sloncem i wiatrem - praca na farmie czy stacjii bydla to ciezka fizyczna i psychiczna harowka. Mieszkalam na pewnej farmie przez kilka dni - wstawanie o 4 rano, zaganianie bydla, czyszczenie, znakowanie, czasmi kilkutygodniowe przeganianie bydla gdzies daleko w terytorium, itd. Nie ma czasu na nudzenie sie! No wiec siedzialam sobie popijajc Cole i ogladajac zmagania na padoku, a jeden cowboy (cudowne niebieskie oczy) podszedl do mnie i zagail "ty to chyba nie jestes stad?" - no no no ciekawe po czym to poznal? Okazalo sie, ze zdradzil mnie moj kapelusz. Kazdy pozadny turysta jak przyjezdza do Australii to zaraz sobie sprawia kapelusz a'la krokodyl Dundee. Ja natomiast zakupulam (podczas wyplukiwania zlota w Ballarat) nieco przestarzaly model a'la stara, angielska guwernantka, wielki, niebieski z duzym rondem. Gawedzilismy sobie z Shane'm (niebieskooki cowboy) o tym i owym. Opowiadal mi o zyciu na farmie w Queensland, ktora nalezy do jego rodziny, o krowach, bykach i koniach (bardzo romantyczne). Po jakiejs godzinie zaproponowal mi, ze pokaze mi swojego konia (bez glupich skojarzen prosze!) - cudownego, karego ogierka o imieniu Button (guziczek), bardzo spokojnego, ktory nie zrzucil mnie jak sobie na nim troszke pojezdzilam. Dowiedzilam sie potem, ze Shane zajal wysokie miejsce w konkurencji zaganiania byka , mimo ze ma dopiero 24 lata! Po drodze odwiedzilismy tez Mataranke, gdzie znajduja sie termiczne baseny posrod tropikalnego lasu. Wyobrazcie sobie - siedzimy w cieplej rzece, po ktorej plywaja cudowne biale lilie, slotkowodne krokodyle (male), dookola gesty, tropikalny las, a nad nami lataja setki wielkich, 1 metrowych, czarnych nietoperzy, piskajacych jakby ich kto ze skory obdzieral! Nikt nie wie dlaczego upodobaly sobie to miejsce, sa ich naprawde cale stada! Musialam sie szczypnac pozadnie - wszystko wyglada jak z "Ksiegi dzungli!" Nastepny przystanek Katherine. Gdzie w 1998 potezne powodzie zalaly az po dachy cale miasto. Zazwyczaj woda w poze deszczowej podnosi sie na jakies 1-1.5 m. Wystarcza to na zalenie wiekszosci drog - co nie wydaje sie przeszkadzac mieszkancom Top End'u. W tym wlasnie czasie krokodyle - slono wodne (te duze, grozne) moga przemieszczac sie gdzie chca i jak woda opada okazuje sie ze sa np. w srodku miasta! ha! No wiec w czasie slawnej powodzi roku 1998, woda podniosla sie troche wyzej-jakies 4-5m, i zalala dokumentnie wszystko. Wlaczajac w to najwiekszy supermarket (woolworth) w Katherine. Jak po paru dniach woda zaczela opadac, pracownicy supermarketu zabrali sie za sprzatanie - czyli wyrzucanie wszystkiego z polek i lodowek. Najwieksza niespodzianka czekala ich w sekcjii miesnej - w ogromnych lodowch znalezli dwa potezne krokodyle zajadajace sobie w spokoju swoj zapas miesa na caly rok!!! Co gorsza krokodyle wcale nie chcialy opuscic sklepu i trzeba bylo wzywac profesjonalnych "lapaczy" coby pozbyc sie niechcianych klientow! Osobiscie poszlam do sekcji miesnej supermarketu w Katherine, zeby zapytac sie czy ta cala historia jest prawdziwa (Australijczycy uwielbiaja nabijac sie z turystow!!). Pan rzeznik nie tylko potwierdzil, ze wszystko to prawda ale nawet pokazal mi zdjecia owej slawnej chlodni z krokodylami zajadajacymi sie parowkami!!!! Takie rzeczy to tylko w Australii sie wyprawia!!! Dotarlismy do Darwin nafaszerowani historiami o krokodylach - no i dobrze. Dwa lata temu pewna niemiecka turystka (o imieniu Izabela!) zostala capnieta przez krokodyla podczas plywania po pijaku w rzece w Kakadu National Park - taki byl jej koniec. Traf chcial, ze moim przewodnikiem po Kakadu byl Pete, ktory pracowal przez 5 lat jako "lapacz" - jak pora deszczowa ma sie ku koncowi, wylapuja oni krokodyle z miejsc, w ktorych mogly by zagrazac mieszkancom i turystom i transportuja je w bardziej dzikie i odludne miejsca. Nie oznacza to ze na 100% nie mozna znalezc krokodyla w najbardziej nawet "zaludnionym" miejscu. Spedzilismy cudowne tropikalne 4 dni zwiedzajac Kakadu Park. Wdrapalismy sie na szczyt wodospadu Jim Jim. Widoki z gornej polki wodospadu, na ktorej znajduje sie naturalny basen wodny sa po prostu nieziemskie. Siedzielismy sobie w tym basenie na wysokosci 60 m, pod nami dolny basen z krysztalowa woda i biala plaza, a przed nami widok na caly park Kakadu . Wspinaczka kosztowal nas jednak jedna skrecona kostke Emmy - angielki z Londynu i jedna odwodniona Jessie (Szwecja). Cala wspinaczka w gore i dol to tylko 5 godz , ale w 35C upale i wilgotnosci 87% to naprawde wyczyn. Szczegolnie, ze jak wejdzie sie na wyzyne tzw. Tablelands, nie ma schronienia przed sloncem! Promienie odbijaja sie od skal i uderzaja "od spodu"- pod broda, miedzy nogami - nie zartuje! Mialam spalona szyje i brode! A do tego kazdy musi dzwigac minimum 3 litry wody - bez wody nie da rady! Ledwo zywi rozbilismy oboz i zmusilismy sie do ugotowania obiadu - nikt nie mial ochoty na jedzenie w tej goraczce! Nastepny dzien spedzilismy plywajc w wodnych strzelinach i rozlewiskach wodospadu Maguk. Pete odkryl w jednej z jaskin krokodyla slodkowodnego (nie sa grozne dla ludzi) i podziwialismy go sobie z bliska przez pare minut. My siedzielismy w wodzie po uszy, przed jaskinia i udawalismy ze nas nie ma , a on leniwie zasyczal na nasz widok dajac nam do zrozumienia ze i tak nas widzi! ha! Pewnie sie biedak bardziej nas bal niz my jego! Po powrocie do Darwin uslyszelismy jednak okropne wiesci - okazalo sie ze slodkowodny krokodyl z Maguk (to samo miejsce) zaatakowal przewodnika i poranil go (nie groznie).Dokladnie dzien po tym jak my sobie go ogladalismy! Narobilo to takiej paniki, ze zamknieto wstep do Maguk i wiele osob zrezygnowlao wogole z wizyty w parku! Biedny krokodyl - podobno ktos wlazl do jego jaskini nieproszony, wiec sie zdenerwowal i ugryzl ! (ja tez bym ugryzla jak by ktos wszedl mi nieproszony do namiotu!) Plywal podobno jak oszalaly dookola w panice. Przekroczylismy tez granice Arnhem Land - gdzie mieszka wieksza czesc Aborygenow. Musielismy miec na to specjalne pozwolenie od samych gospodarzy. Powiem tylko, ze sa to niesamowici ludzie. Goscinni, uprzejmi, z duzym poczuciem humoru! (oj tak!) Nie wystarczylo by mi miejsca na serwerze gdybym chciala o wszystkim opowiedziec - sami musicie przyjechac i przekonac sie na wlasnej skorze! Wrocilismy do Darwin okropnie brudni, spoceni i fizycznie wypompowani. Tym bardziej docenilismy luksusy klimatyzacji i basenu z bombelkami! Zyc nie umierac!!!!!!! Teraz dokladnie nie wiem gdzie jade, bo pewien jasnowlosy australijczyk z Tasmanii powiedzial mi ze porywa mnie w nieznane strony. Jak porwanie, to porwanie - nie powinnam wiedziec dokad! porwana za mlodu iza |