DoGóryNogami



Relacja nr1 Izy Brylowskiej z wypadu na Tasmanię (kwiecień 2003)

JUHHHHHHUUUUUUU! Jestem z powrotem w Melbourne jeszcze ogluszona powietrzem i widokami. Wcale mi sie nie chcialo wracac aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Bylo cudownie (jak zawsze zreszta ). Mam nadzieje ze moje wypociny was nie zanudza - staralam sie streszczac i upraszczac jak moglam , naprawde!

Wylecialam z Melbourne samolotem czarterowym z serami, 3 buisnessmenami oraz szalonym pilotem na pokladzie (wyglada jak czlonek ZZtop) - mialam nawet okazje posiedziec w kabinie pilota!!!!!!!!!!!
Tassie (po australijsku Tasmania) z gory wyglada jak pokryty roznozielonym mchem pasmo gorskie - szczegolnie zachodnia czesc. A wszedzie pororzucane zielone i niebieskie oczka jezior!

Wyladowalam w Hobart o 7.20 na lotnisku -duzo powiedziane - po prostu na polu w srodku gor! Cudowne widoki tuz po wschodzie slonca zatkaly mnie na dobre 20 min. Bardzo postaram sie powstrzymac od jakichkolwiek uwznioslonych i pompatycznych opisow przyrody, choc to naprawde bardzo trudno!

Tasmania to chyba jedyne miejsce na swiecie gdzie istnieje znak drogowy - UWAGA DIABLY! Slodkie co?
Hobart yeeeeeeeeeeah! Malutkie miasteczko nad ktorym goruje Mt Wellington (wskrabalam sie na szczyt) jest pelne zaglowek, sklepow zeglarskich i szkutnikow , ale poza sezonem (zeglarko-arktycznym, bo Tasmania jest najlepszym miejscem startowym na wyprawe na Antarktyke), jest dosyc spokojne i wyludnione. Podobno szalenstwo ogarnia cala Tassie w czasie regat Sydney - Hobart!

Znajomy znajomego (dluga historia) zabral mnie na yacht!!!!
Yes,yes,yes !!!!!!!!!!!!!! Zeglowalam po zatoce Storm Bay i doplynelismy nawet do ujscia morza Tasmana. Wialo "tylko" 6B - ale ja i tak bylam nieco rozczarowana bo spowiedzialam sie tych slawnych, wyrywajacych yachty z wody huraganow co to zdarzaja sie w czasie Sydney - Hobart! Ale nawet przy 6 robia wrazenie potezne fale, ktore widzialam juz wczesniej! Bylo cudownie, cudownie, cudownie i baaaaardzo zimno - czuje sie prawie oddech Arktyki!

Piersza noc spedzilam w hostelu o nazwie Pickled Frog (piklowana zaba). Ale na szczescie nie dali nam jej do zjedzenia. Poznalam tam ludzi z Kanady, USA, Niemiec i Australii. Z niektorymi z nich pojechalam nastepny dzien na nasza cudowna wyprawe. Tymczaasem przegadalismy cala noc i zanim sie zorientowalismy trzeba sie bylo pakowac bo o 06.30 wyruszaliamy - byla wiec to juz moja druga nieprzespana noc!

Nasza wyprawa, to nieustajace pasmo zaskoczen - cudownych widokow, rzek, jezior, gor, 6 metrowych bialo piaskowych wydm (tak, tak) , 120 metrowych, 300 letnich drzew i dziwnych zwierzatek! Chodzilismy po gorach, przeplywalismy kajakami po jeziorach, sandboard-owalismy sie na piaszczystych wydmach, plywalam w zzziiiiimmmmnym jeziorze Roseberry, w ktorym pluskaja sie dziobaki (najsmieszniejsze zwierzatko jakie kiedykolwiek widzialam), jezdzilam na koniu, wylegiwalam sie przy kominku sluchajac w nocy jak rycza diably Tasmanskie (straszne, jezace wszystkie wlosy na ciele odglosy), jedlismy marshmellows (slodka pianka), jablka i kielbase nad ogniskiem oraz nieodzowne Australijskie barbie (BBQ). Mieszkalismy w drewnianych chaletach (nie mylic z szaletami) w srodku gor, nad jeziorem, gdzie nie ma sladu cywilizacji. Nasza grupa to 11 osob + Przewodnik Paul (cudowny).

Najciekawsze sa wlasnie historie ludzi z ktorymi sie podrozuje, sa prawie tak niesamowicie jak miejsca ktore sie zwiedza. A wiec w naszej zabawowej grupie byli - 4 Anglicy (dwoch farmaceutow z Manchesteru Dave i Nen - w podrozy juz 6 miesiac (strasznie zabawowi - znali wszystkie sztuczki karciane, zapalkowe i szklankowe jakie kiedykolwiek istnialy - jestem pewna!), ex-komputerowiec z londynskiego city Thomas - w podrozy juz 2 rok!!!!!! oraz Bill - mowi ze odwiedzil juz kazda spelunke na polkuli poludniowej - w podrozy juz 9 miesiecy). Niemka Iris (studjuje prawo juz 8 lat!!!!!!!) - w podrozy po swiecie 5 miesiac (superancka babka), Niemiec Axel - przyjechal prosto na Tasmanie -tylko to go interesuje w tej czesci swiata! Amerykanin z San Fransisco - Justin, informatyk, naprawde inteligentny facet (co daje nadzieje narodowi Amerykanskiemu - ale jestem zlosliwa ha?), w podrozy 7 miesiac; Meksykanin Paco - mlody busisnessmen - menadzer piwiarni piwa SOL, na wakacjach po raz pierwszy od 7 lat - kamera wlaczona nawet jak spi! + 2 aparaty na szyi - zdecydowanie najbardziej zabawowy i gadatliwy czlonek zalogi - i najwiecej pijacy (bez wiekszego zewnetrznego efektu - przepil wszystkich Angoli razem wzietych ha ha ha i nic nawet sladu kaca! Byl pierwszy na sniadanku o 06.30!!!! ), 2 Holenderki - Sillke, rolnik (sic!) spod Rotterdamu , pieknie nam narysowala diabla tasmanskiego, w podrozy 5 miesiac oraz Matilde - pracuje pol roku na safari w Afryce srodkowej, pol roku w biurze w Amsterdamie (Tasmania to jej wakacje hi hi hi hi- ladna mi praca). Oraz Australijka Lissie (weterynarz i surfer) - na wakacjach po prostu. Wszyscy ludzie w wieku 26-31.

Najwiekszym rodzynkiem w naszej grupie byla Toni - 56 letnia Holenderka, ktora przyjechala do siostry, mieszkajacej w Perth. Na Tasmanie przyjechala sama z niewielkim plecaczkiem. Kobieta o niesamowitej energii i duzym poczuciu humoru - posrod nas jak rowiesniczka - to mi daje nadzieje ze zycie nie konczy sie po 30 (a mowia ze nie jestem pesymistka hi hi hi ).

W naszej malej grupce swietnie sie bawilismy - gralismy w karty i warcaby, wrzucalismy sie do wody, robilismy razem jedzenie, opowiadaniom kto gdzie byl i co widzila nie bylo konca (sami podroznicy sie zebrali w koncu), nie przespalam pozadnie zadnej nocy! Spoiwem wszystkich byl nasz przewodnik Paul, 31 lat (pol Francuz , pol Angol) urodzony w goracym, tropikalnym Mackey, wychowany na Tasmani. Wlasnie 5 miesiecy temu wrocil z podrozy dookola swiata, ktora trwala 6 lat !!!!!!! AAAAAAAAAAAAA! Pracuje jako przewodnik, czlonek organizacji zielonych (walcza z wyrebem lasow na Tasmanii i probami nuklearnymi na pacyfiku) oraz mieszka na malej nalezacej do jego rodziny, wyspie, na zachodnim wybrzezu, na ktorej on i jego brat prowadza projekt zalesiania Tasmani (produkuja specjalne nawozy naturalne zmieszane z nasionami najbardziej zagrozonych drzew i samolotem jest to potem rozrzucane po Tasmanii i nie tylko). Ale heca co?

Paul to nasza kopalnia wiedzy o zwierzakach, roslinkach i calej infrastrukturze Tasmanskiej.
W najwyzszych pasmach Tasmanii opady roczne to jakis 3.5m - to duzo wody, ktora z duzym impetem splywa z gor. Tasmanczycy zbudowali niesamowity system tunelow, rynien i rur , ktore zbieraja ta wode i spuszczajac z gor na turbiny produkuja czysta energie, ktora zasila cala Tassie i pol stanu Victoria! Najciekawsze jest to ze tych rur i turbin prawie nigdzie nie widac ani nie slychac (okazjonalnie tylko rynny zbierajace wode) - bo wszystko schowane jest pod lasami i gorami. Wszystko bylo by piekne i naturalne, gdyby nie chciwosc ludzka.

Entzuzjazm z otrzymywania takiej czystej energii byl duzy, ale naukowcy poszli o krok dalej. Ni mniej ni wiecej tylko jak nad Tasmanie nadciagaja duze cumulusy (co zdarz sie czesto, stad te wiatry) wysylany jest specjalny samolot, ktory WLATUJE W SRODEK CHMURY, rozpylajac srodek chemiczny (16 literowa nazwa - trudna do zapamietania), ktory z kolei powoduje ze krople deszczu spadajace na Tassie sa mniej wiecej 2,5 raza wieksze niz naturalne!!!

Nazywa sie to Seeding the Cloud - czyli sianie chmury! Oczywiscie jest to calkowicie niebezpieczne po pierwsze dla samolotu (robia to ochotnicy za duza kase), po drugie swinstwo chemiczne ktore rozpylaja na pewna nie jest nieszkodliwe - jak zapewnia rzad Australii. Dowiedzielismy sie takze , ze rzad Australii zezwala na wyrab cudownych, 300 letnich (i starszych ) lasow i sprzedaje to drzewo do Azji za - uwaga - 8$ za tone - czyli okolo 16 zlotych za tone bezcennnego lasu!!!! Pretekstem oficjalnym jest robienie tak zwanych przecinek - majacych zapobiegac rozprzestrzenianiu sie ewentualnego pozaru (szczegolnie ze na Tasmanii pada przez wiekszosc dni w roku - zupelanie jak Irlandia!). Zasadzaja potem szybkorosnace drzewa, nie pochadzace z Tasmanii, ktore powoduja erozje ziemi i giniecie pewnych rodzimych gatunkow mchow, krzewow i zwierzat. Golym okiem tego nie widac, w zachodniej i poludniowej czesci, w ktorej ja bylam wszedzie tylko lasy gory jeziora i waziutka nitka drogi (zupelnie jak w Szkocjii), gdzieniegdzie male miasteczko.

Jednak jezeli wyrab lasow bedzie postepowal w takim tempie jak dotychczas za 150 lat Tasmania bedzie lysym goloborzem.
Z tym wszystkim walczy duza ilosc ludzi w Australii (nie tylko zieloni), jednak jak wszedzie raczka, raczke myje i srodowisko to fajna sprawa a rzad robi swoje. Tasmanczycy znani sa jednak ze swego uporu i nadal okolo 1/3 Tasmanii to nienaruszona dzicz, gdzie nie stanela jeszcze stopa bialego czlowieka!

Moze to zadoscuczynienie za fakt, ze biali osadnicy w ciagu tylko 150 lat wyrzneli cale dwa plemiona Tasmanskich Aborygenow (byli to ludzie pochodzenia czesciowo aborygenskiego (gramatyka mi tu kuleje!) czesciowo maoryskiego), mieszkajacy na Tassie 50 tys lat. Wybity calkowicie zostal sliczny cetkowany tygrys tasmanski - symbol Tasmanii (o ironio!) oraz kilkanascie gatunkow innych zwierzatek i ptakow. O kazde zciete drzewo rozgrywa sie teraz wielka bitwa, protesty i petycje. Czasami wygrywaja zieloni, czasmi business. Jak to w zyciu.

Mysle, ze nie bede was zanudza wiecej, moglabym tak jesze dlugo bo historii jest tyle co ludzi.

Wrocilam do Melbourne dwa dni pozniej niz zamierzalam ogluszona i nieswoja. BUEEE. Wszystko co dobre konczy sie zbyt szybko - ale ale za dwa miesiace ruszam na polnoc juhu!

buziaczki iza